W Lubinie mecz zespołów zagrożonych spadkiem do II ligi. Obie drużyny musiały go wygrać, by móc spokojniej patrzeć w przyszłość i obu zespołom się to... nie udało. Padł bramkowy remis 1:1, choć sytuacji na gole było tak niewiele, że równie dobrze spotkanie mogłoby się skończyć wynikiem 0:0.
Pierwsze pół godziny to absolutnie najbardziej nudne minuty gry Zagłębia Lubin w tym sezonie. Na boisku nie działo się zupełnie nic. Obie drużyny jakby pogrązone w letargu, ospale przerzucały piłkę z jednej strony na drugą. Dopiero w trzecim kwadransie gry zaczęło być trochę ciekawiej. Biegnące z trybun gwizdy pobudziły piłkarzy do walki i gra zrobiła się... bardzo ostra. Tylko do końca pierwszej połowy sędzia Słupik pokazał aż cztery zółte kartki! Nikt jeszcze wówczas się nie spodziewał, że to nie koniec kar dla piłkarzy...
Druga połowa była nieco żywsza. Oba zespoły śmielej atakowały i były skuteczniejsze w przeprowadzaniu akcji. Już 3 minuty po rozpoczęciu tej części gry padł gol dla drużyny Wisły. Po szybkim kontrataku gości, w sytuacji sam na sam z Krzyształowiczem znalazł sie Ireneusz Jeleń i nie spudłował. Utracona bramka wzburzyła lubińską publiczność na tyle, że ta jakby na złość swoim piłkarzom, zaczęła kibicować rywalom. Niesiona nieoczekiwanym dopingiem drużyna Wisły miała chwilę potem doskonałą sytuację na podwyższenie rezultatu. Nazaruk po doskonałym podaniu Mikulenasa nie dał jednak rady pokonać lubińskiego bramkarza. Pięć minut poźniej Zagłębie znowu miało za sobą cały stadion. Po rzucie rożnym przepiękną bramkę głową zdobył obrońca - Nerijus Radżius. Od tej pory gra stała się jeszcze bardziej napięta. Gospodarze chcieli koniecznie pójść za ciosem, a goście odrobić poniesioną stratę. Efekt był taki, że znowu po żółte kartoniki musiał sięgnąć sędzia Słupik. Do końca spotkania pokazał ich łącznie aż dziewięć, ale to i tak daleko od rekordu. W sierpniu w spotkaniu Groclinu i Legii ten sam arbiter aż 11 razy karał piłkarzy, a równo rok temu w meczu Zagłębia ze Śląskiem Wrocław kartek pokazanych przez Słupika było piętnaście. Choć w ostatnich minutach lubinianie mieli jeszcze wymarzoną okazję na gola, to mecz zakończył się remisem, który żadnej z drużyn nie cieszy.
Konferencja prasowa trenerów:Wiesław Wojno: Był to mecz walki o każdy metr boiska. Szukaliśmy tego zwycięstwa i przygotowywaliśmy się do niego, niemniej jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że przeciwnik będzie grał z kontry i... scenariusz się sprawdził. Na plus mojego zespołu trzeba na pewno zaliczyć to, że po strzeleniu bramki przez Wisłę, podnieśliśmy się i wyrównaliśmy. Niemniej jednak, co było dzisiaj widoczne, zabrakło siły ognia - nie było Klimka, Nicińskiego. Byc może z nimi ten mecz miałby inne oblicze i byłby zwycięski. Mamy taki skład a nie inny, korzystam z tych zawodników, których mam do dyspozycji. Bez przerwy są kartki - nie wiem czy gramy aż tak brutalnie. Uważam, że w dzisiejszym meczu graliśmy ostro, ale na pewno nie brutalnie. Nie wiem skąd tyle żółtych kartek. Nie tracimy szansy na utrzymanie w lidze, będziemy walczyć.
Nie chciałbym uderzać w środowisko sędziowskie, ale to, co się dzieje ostatnio, przechodzi ludzkie wyobrażenie. Bogdan Zając wypadnie z następnego meczu.
Paweł Drumlak? Paweł dostaje szanse. Na Polonii dostał szansę - tej szansy nie wykorzystał, był niewidoczny. A każdy zawodnik musi zasłużyc na to, by wyjść w pierszym składzie.
Dariusz Janowski: Mecz na pewno był bardzo nerwowy. Wynikało to z pozycji, jakie obydwa zespoły zajmowały w tabeli. Punkty są potrzebne zarówno nam, jak i zespołowi przeciwnemu. Na pewno mieliśmy więcej sytuacji do strzelenia bramki i tak, z perspektywy czasu uważam, że one rzeczywiście były niewykorzystane. Jest pewien niedosyt, bo w założeniach przedmeczowych remis byśmy na pewno przyjęli jako wynik bardzo dobry. Były momenty lepsze i gorsze w obu zespołach, ale myśle, że było to spowodowane wagą tego spotkania. Zawodnicy sobie na pewno zdawali sprawę ze stawki, co miało wpływ na ich grę.